List dla Młodszych Przedszkolaków

  • Kategoria: Aktualności
  • Opublikowano: poniedziałek, 08, czerwiec 2020 14:00

 

Dzień dobry Kochane Dzieciaki :)

Dzień dobry Drodzy Rodzice :)

 

Kolejny rok szkolny dobiega końca, już niedługo wakacje, coraz więcej słońca. Nadchodzi czas wypoczynku po niekiedy trudnym dla nas wszystkich roku. To ostatni list przed wakacjami i ostatnie zadania przed Wami.

 

Ø  Tym razem nauczymy się kilku cennych rad jak miło, ale i bezpiecznie spędzić wakacje, abyście mogli powrócić do nas we wrześniu bez złych doświadczeń.

 

 

ZDROWIE, ŻYCIE I BEZPIECZEŃSTWO NASZYCH DZIECI JEST NAJWYŻSZĄ WARTOŚCIĄ, O KTÓRĄ POWINNIŚMY SIĘ TROSZCZYĆ !

 

Apel do dzieci   ( kilka cennych rad i uwag jak spędzić bezpieczne wakacje)

ØRower i wrotki, hulajnoga, piłka

o   Pamiętaj - jezdnia to nie plac zabaw ! Zachowaj na niej wyjątkową ostrożność !

o   Należy korzystać ze ścieżek rowerowych lub przystosowanych do tego placów zabaw!

o   Zakładaj kask rowerowy na głowę !

o   Podczas przechodzenia przez jezdnie, korzystaj z przejść dla pieszych !

o   Graj w piłkę daleko od ulicy !

ØNad wodą

o   Kąp się w miejscach dozwolonych tylko pod opieką rodziców !

o   Słuchaj poleceń ratownika !

o   Przestrzegaj regulaminu kąpieliska !

o   Pamiętaj, aby nie przebywać zbyt długo na słońcu!

o   W szczególności chroń głowę przed słońcem!

ØW górach

o   Zawsze idź wyznaczonym szlakiem !

o   Słuchaj dorosłego opiekuna !

o   Nie zbaczaj ze szlaku !

o   Nie wyruszaj w góry podczas burzy !

o   Nie podchodź do obcych zwierząt, nawet łagodnie wyglądający pies może być niebezpieczny, zapytaj właściciela, czy można go pogłaskać!

 

Czasem małe dziecko może pomóc osobie dorosłej.

Pamiętasz numery alarmowe? Dzwonimy pod nie wówczas, gdy potrzebujemy pomocy - policji, pogotowia ratunkowego lub straży pożarnej, a dorosły, z różnych powodów, nie może tego zrobić sam. Zapamiętajmy wiec poniższe liczby. Aby było łatwiej – obok nich narysujcie wspólnie z rodzicami znaczki, które będą podpowiadać, o który numer chodzi:

 

Ø  999 -  Pogotowie ratunkowe
Ø  998 - Straż Pożarna
Ø  997 - Policja
 
 

Gotową tabliczkę umieśćcie w ustalonym miejscu w domu, widocznym dla wszystkich.

 

PAMIĘTAJMY !

Dziecko naśladuje dorosłych, to my rodzice powinniśmy wystrzegać się wszelkich błędów, brawury i lekceważenia przepisów – gdyż jesteśmy przez nie nieustannie obserwowani, a nasze postępowanie przyjmują za normę i nas naśladują.

Ø  W ostatnim okresie minęły ważne daty: Dzień Mamy, Dzień Dziecka a tuż tuż … Dzień Taty.

Ø  Zawsze te dni obchodziliśmy w przedszkolu bardzo uroczyście i atrakcyjnie. Niestety w tym roku się nie udało … Mamy nadzieję, że za rok tak się stanie!

Ø  Nie ma, jak czas spędzony z tatą … Proponujemy więc przeczytanie opowiadania, może tata się skusi…, może po nim będziecie mieli ochotę na fajną, wspólną zabawę w małych konstruktorów?

Bajka na Dzień Taty

 

Cześć dzieciaki. Pewnie mnie już znacie, ale jeśli nie, to się wam przedstawię. Nazywam się Trąbal Baloniasty, ale wszyscy wołają na mnie Trąbal-Bombal. Lubię to przezwisko. Uważam, że świetnie do mnie pasuje. Lubię je zwłaszcza wtedy, gdy nazywa mnie nim mój Tato. Dzisiejsza opowieść będzie właśnie o nim.

Jak zapewne wiecie, mój tato, Stanisław-Słonislaw Baloniasty jest największym słoniem jakiego znam. Myślę, że on jest większy od lokomotywy, a już na pewno od lokomotywy cięższy. Kiedyś, jak jeszcze byłem małym słoniątkiem, młodszym niż moja siostra Irmina-Słonina, to bałem się, że tata mógłby jednym machnięciem swoich potężnych uszu, wywołać huragan. Bałem się, że taki huragan mógłby powyrywać z korzeniami wszystkie okoliczne drzewa. Teraz wiem, że nie jest to możliwe. Jednak tata zawsze pozostanie dla mnie największym i najwspanialszym słoniem na Ziemi.

Wczoraj wieczorem wybrałem się na spacer. Usiadłem w cieniu rozłożystego bananowca. Tak sobie siedziałem pod tym bananowcem i rozmyślałem – „po co na świecie są tatusiowie? I w końcu wymyśliłem kilka powodów. Oto one:

Po pierwsze – mój tato często mi czyta ciekawe opowiadania. Najbardziej podobają mi się te o ludziach i ich śmiesznych zwyczajach. Kiedyś tata przeczytał mi taką opowieść, o chłopcu, który mieszkał w dżungli i zaprzyjaźnił się ze słoniem. Od tamtej pory często rozglądam się po okolicy i wypatruję człowieka, z którym mógłbym się zaprzyjaźnić. Jednak na razie, żadnego nie spotkałem.

Po drugie – uczy mnie wielu ciekawych rzeczy. Na przykład, kiedyś pokazał mi jak się robi zdjęcia. To była wspaniała przygoda. To dzięki mojemu tacie, jedno z moich zdjęć biedronki, zostało wydrukowane w gazecie.

Po trzecie – pomaga mi w trudnych chwilach. Kiedyś miałem problem w szkole. Mój najlepszy kumpel Rysio-Gumisio zakochał się w jednej antylopie. Całymi dniami chodził z głową w chmurach, przez co w ogóle nie miał czasu na zabawę ze mną. To był dla mnie trudny okres. Nudziłem się jak pies w budzie. Chodziłem ze zwieszoną głową, a trąba szargała się za mną po ziemi. Mój tato od razu wyczuł, że coś jest nie tak. Podszedł do mnie i porozmawiał ze mną. Tamta rozmowa wiele dla mnie znaczyła i bardzo podniosła mnie na duchu. A kilka dni później Rysio-Gumisio odkochał się, bo antylopa pokazała mu język, czy coś takiego.

Doszedłem do wniosku, że tatusiowie są jednak przydatni. Zwłaszcza, kiedy nie ma nic do roboty. Wtedy tata wymyśli coś ciekawego. Na przykład, w ubiegłym tygodniu, mieliśmy bardzo wietrzny dzień. Nikomu nie chciało się trąby z domu wystawić. Ja siedziałem przy biurku i czytałem komiks o super-słoniu i gwiezdnym słoniolocie. W końcu jednak i to mnie znudziło. Na nic nie miałem ochoty i nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca w domu. Mój tato dostrzegł to i skinął w moim kierunku trąbą. Spojrzałem na niego, a on dał mi znaki, abym wyszedł z nim z domu. Kiedy byliśmy na zewnątrz pochylił się nade mną i szepnął mi do ucha: „Chodź do komórki, to zrobimy latawiec”. Aż podskoczyłem z radości na samą myśl o latawcu.

Zaraz też znaleźliśmy się w komórce. Tata wyciągnął z szafki cienkie listewki, klej, sznurek i gazetę. Dwie z listewek skleiliśmy na krzyż, a potem wszystkie cztery końce listewek połączyliśmy sznurkiem, tworząc kształt rąbu. Następnie dokleiliśmy gazetę, tak aby utworzyć latawiec. Potem przywiązaliśmy ogon, do którego przymocowaliśmy obciążenia w postaci trójkątnych kawałków papieru. Na koniec doczepiliśmy sznurek służący do sterowania latawcem. Nasze dzieło wyglądało wspaniale. Jeszcze nigdy nie widziałem tak pięknego latawca. Tata zrobił go z rozmachem, przez co latawiec okazał się większy ode mnie.

– Mamy wietrzny dzień, to i latawiec nie powinien mieć problemów z lataniem – stwierdził tata i opuściwszy komórkę, ruszyliśmy w kierunku pobliskiej sawanny.

– Teraz musisz mocno chwycić koniec sznurka i biec z latawcem, aż nabierze wysokości. – Tata udzielał mi porad dotyczących puszczania latawca. – Pamiętaj, żeby przez cały czas popuszczać sznurek, aby latawiec mógł unosić się coraz wyżej.

Słuchałem uważnie każdego jego słowa. Notowałem je w pamięci i kiwałem głową potwierdzając, że wszystko rozumiem. W końcu ustawiliśmy się w wybranym przez tatę miejscu. Tata trzymał latawiec pod odpowiednim kątem, a ja ciągnąłem za sznurek.

– Gotowy? – zapytał tata.

– Tak.

– No to ruszaj! 

I ruszyłem z kopyta. Latawiec podążał za mną. Kolejne podmuchy wiatru sprawiały, iż z każdą chwilą wzbijał się coraz wyżej i wyżej. Powoli popuszczałem kolejną porcję sznurka, aby latawiec mógł lecieć coraz wyżej. W pewnym momencie zauważyłem, że w ręku pozostał mi koniec sznurka. Spojrzałem w górę i ledwo dostrzegłem malutki punkcik na niebie, w jaki zmienił się mój latawiec. Był naprawdę wysoko. Przez chwilę zazdrościłem mu, że może się unosić wysoko pośród chmur.

– Też chciałbym tak latać – powiedziałem do stojącego tuż obok mnie taty.

– Wiem o tym synku – odpowiedział kładąc mi trąbę na ramieniu i uśmiechając się do mnie nieznacznie. – Każdy chciałby poczuć się tak, jak ten latawiec. Wolny i lekki.

W pewnym momencie zerwał się silniejszy wiatr. Zauważyłem, że latawiec zrobił w powietrzu kilka pętli, a potem gwałtownie wzbił się w górę. Poczułem szarpnięcie i wypuściłem z rąk sznurek. Zrobiło mi się smutno i miałem ochotę się rozpłakać. Jednak tata spojrzał na mnie, przytulił mnie mocno i powiedział jedno zdanie:

– Teraz będzie wolny jak ptak.

To jedno zdanie uspokoiło mnie i sprawiło, że nawet się uśmiechnąłem.

– Leć wysoko latawcu! – krzyknąłem machając mu na pożegnanie.

Staliśmy tam, jeszcze przez dobry kwadrans. Jednak w końcu przestaliśmy go widzieć. Był bardzo wysoko. Kto wie, może doleci na księżyc, albo na jedną z odległych planet lub gwiazd.

– Wracajmy do domu, tato – powiedziałem łapiąc go za rękę.

Szliśmy w milczeniu. Ja rozmyślałem o swoim latawcu i o wspaniałym dniu spędzonym z tatą. Nie wiem o czym myślał tata, ale był zadowolony. Kiedy dotarliśmy do domu, tuż przed drzwiami, obróciliśmy się jeszcze, aby zerknąć na niebo. Obydwaj mieliśmy nadzieję, zobaczyć charakterystyczny kształt rąbu. Przez chwilę wydawało mi się, że widzę go jak tańczy z wiatrem.

Zanim weszliśmy do domu, odwróciłem się w kierunku taty, spojrzałem mu w oczy i zarzuciwszy mu trąbę na szyję powiedziałem:

– Kocham cię Tato.

A potem weszliśmy do domu, gdzie czekał na nas gorący obiad.

Żegnam was dzieciaki, a tatusiom życzę wszystkiego, co najlepsze.

 

Ø  Nasze propozycje na wspólną konstrukcję

o   Zabawa konstrukcyjna „ Latawiec”- możecie skorzystać z linku poniżej lub zaprojektować własny

                  https://www.youtube.com/watch?v=jYUatTmjf9E

o   Oprócz latawca można jeszcze wykonać łódkę z papieru na wspólne kąpiele:

https://www.youtube.com/watch?v=C1DMJmqISqI

o   Oraz samolot latający daleko … :

https://www.youtube.com/watch?v=InBZ2ySQAWk

o   Ale najlepsze będą pomysły na nudę – czyli coś z niczego – na super zabawę z tatą i mamą:

https://www.youtube.com/watch?v=JteEFg0LfcI

 

Ø  Piosenka dla  Mamy i Taty ( posłuchajcie wspólnie tego pięknego utworu), nie zapomnijcie przytulić swoich  Kochanych Rodziców, szepnijcie im na ucho, jak bardzo ich kochacie i  jak ważnymi są dla Was osobami.

Piosenka „Dziękuję Mamo, dziękuję Tato”:

            https://www.youtube.com/watch?v=j09kDRPi3tE

 

Ø  Zachęcamy do lektury opowiadań, które niosą sobą ważne przesłania – po przeczytaniu porozmawiajcie na ich temat:

 

„ZAJĄCZEK Z ROZBITEGO LUSTERKA”

Napisała: Hanna Bechlerowa

 

Czy zdarzało Wam się kiedyś puszczać zajączki na ścianie jako dzieci? Nic prostszego? Wystarczy tylko lusterko bądź jakiś inny przedmiot szklany, który odbija słońce (kolejny potrzebny składnik do zabawy) i można kierować słoneczne krążki w którą chce się stronę. Taki zajączek jest też bohaterem opowiadania Heleny Bechlerowej "Zajączek z rozbitego lusterka".

 

Piotruś lubi słuchać opowiadań mamy. Kiedy za oknem pada śnieg i gwiżdże wiatr, Piotruś prosi:

—Opowiedz o tygrysku, któremu jest gorąco i chowa się w cień pod drzewo.

 A latem, kiedy Piotruś nie może zasnąć, bo jest mu tak gorąco, jakby był tygrysem w ciepłym kraju, mówi do mamy:

—Białemu misiowi na pewno jest chłodno, bo śpi na poduszce ze śniegu. Opowiedz o misiu!I Mama opowiada o misiu, o tygrysku, ale najczęściej o zajączku. Ten zajączek jest zupełnie niepodobny do innych zajączków: raz jest różowy, za chwilę błękitny, to znowu złoty. A czasem taki, jak tęcza.

Mama opowiada o nim zawsze, gdy zdarzy się coś nieprzyjemnego: gdy stłukł się porcelanowy biały króliczek, gdy zginął miś, gdy szyby są szare od deszczu i nie można wyjść na dwór. A podczas choroby Piotruś chciał słuchać o zajączku przez cały dzień. Więc mama wciąż opowiadała o nim nowe historie.

—Czy on mieszka w lesie?—pyta Piotruś.

—Nie —mówi mama.—Przecież lis zobaczyłby z daleka jego tęczowe uszy. I jastrząb też. Więc zajączek chowa się, jak umie. Kto wie, czy nie mieszka sobie gdzieś w jakimś kąciku?…

—A czy można go zobaczyć? —pyta jeszcze Piotruś.

—Myślę, że tak. Zajączek może wyskoczyć ze swojego ukrycia nie wiadomo, kiedy —odpowiada mama.

A Piotruś rozgląda się po całym pokoju.

—Mnie tak nudno leżeć w łóżku. Zawołaj go!

Mama kręci głową.—On nie usłucha. Sam wie najlepiej, kiedy przyjść. Mama wyszła z pokoju, a Piotruś zajrzał pod łóżko. Wysunął szufladkę stolika, odchylił firankę. Ale nigdzie nie było widać nawet koniuszka tęczowego ucha.

Potem obejrzał wszystkie kąty. „Nie ma. Na pewno mieszka zupełnie gdzie indziej, nie u nas" —pomyślał.

Ledwie Piotruś wyzdrowiał, zachorowała Basia. Mama siedziała teraz przy jej łóżeczku,tak jak przedtem przy łóżku Piotrusia. I tak samo opowiadała bajki.

—Tylko o zajączku nie mów jej nic a nic —prosił Piotruś. —On jest przecież tylko mój. I twój —poprawił się zaraz. —A Baśce możesz opowiadać o misiu i tygrysku.

Mama dała Basi lekarstwo, zmieniła kompres, strząsnęła termometr. Potem usiadła na chwilę. Była bardzo zmęczona, nie spała przecież prawie całą noc.

—Ja ci pomogę, chcesz? —ofiarował się Piotruś. Ale nie pomógł. I jeszcze przy śniadaniu skrzywił się, bo dostał kaszę z mlekiem. Klapnął łyżką w talerz, aż opryskał siebie i tatusia. A potem uderzył Mucka skakanką. Mucek warknął i schował się pod łóżko.

W tej samej chwili zaczęła płakać Baśka, że ją boli głowa. Mama przyłożyła rękę do czoła, jakby to ją, a nie Basię bolała głowa, i westchnęła:

—Ech, pójdę sobie za góry, za lasy!

Tatuś wstał od stołu, przy którym pisał. Powiedział mamie, żeby odpoczęła, i usiadł przy Basi. A Piotruś właśnie w drugim pokoju wymyślił sobie nową zabawę: skakanie z krzesła.

—Przestań, bo strącisz doniczkę! —ostrzegła mama.

 Doniczka z paprotką stała na małej półeczce koło okna. Piotruś jakby nie słyszał. Skoczył drugi raz z szeroko rozłożonymi rękami.

—Piotruś! —upomniała znowu mama zmęczonym głosem.

 Piotruś skoczył trzeci raz. Zawadził ręką o ścianę i... trzask! Paprotka? Nie. To spadło ze ściany lusterko mamy. Ładne, okrągłe lusterko. Miało wąską błyszczącą ramkę, a na samym jego brzegu można było zobaczyć kolorową tęczę. Lusterka już nie było. Na podłodze leżało siedem, a może więcej kawałków i błyszcząca ramka. Mama spojrzała na rozbite lusterko i nie powiedziała nic. Jakby się zupełnie nie gniewała. Potem wzięła z krzesła szal z frędzlami, zawołała:

—Chodź, Mucek!

I wyszła. Piotruś słyszał, jak głośno zamknęły się drzwi. Pobiegł do tatusia.

—Gdzie mama poszła? —zapytał cicho.

Nie mógł pytać głośniej, bo pewnie by się rozpłakał. Tatuś otulił Basię kołderką, schował termometr i dopiero wtedy popatrzył na Piotrusia.

—Nie wiesz, gdzie mama poszła? Chyba za góry, za lasy.

Odwrócił się do okna, jakby Piotrusia wcale w pokoju nie było. Żeby chociaż jeszcze słówko powiedział!... Nic. Piotrusiowi zrobiło się tak smutno, jak nigdy dotąd. Jeszcze smutniej niż tego dnia, kiedy stłukł się porcelanowy króliczek albo zginął miś.

Wrócił do rozbitego lusterka, usiadł na podłodze. Złożył wszystkie kawałki razem w środku błyszczącej oprawki.

Zamknął oczy i pomyślał: „Żeby przyszedł czarodziej i skleił lusterko! Żeby się ukazała dobra wróżka!" Ale czarodziej nie przyszedł i dobra wróżka też się nie ukazała. Piotruś wyjął z ramki największy kawałek rozbitego lusterka. Na jego brzegu mrugnęła śliczna tęcza. Piotruś podszedł do okna i w słońcu poruszył lusterkiem. Na ścianie naprzeciw okna mignął jasny krążek. Za nim drugi mniejszy i jeszcze trzeci. Biegały po ścianie, tańczyły po suficie, wskakiwały na krzesło, na półkę…

I nagle... Ten największy, najjaśniejszy krążek szybko skoczył ze ściany na podłogę. Piotruś spojrzał W to miejsce: słonecznego krążka nie było. Przed Piotrusiem stał zajączek. Stał na dwóch łapkach, uszy miał opuszczone. Piotruś nie zdziwił się zupełnie, że zajączek jest taki jasny, błyszczący, że mieni się kolorowo, jak tęcza na brzegu lusterka.

 Podszedł do niego bliżej i zapytał:

—Ty jesteś z opowiadania mamy, tak?

Zajączek kiwnął głową, a jedno jego ucho błysnęło jak przed chwilą słoneczny krążek na ścianie. Piotruś podszedł jeszcze bliżej.

—Czy... czy możesz zrobić tak, żeby lusterko nie było rozbite?

Zajączek poruszył głową w jedną i w drugą stronę, jakby chciał powiedzieć: nie.

—To chodź ze mną poszukać mamy —powiedział Piotruś i mocno ścisnął w ręku kawałek lusterka. Otworzył cicho drzwi i wyszedł razem z zajączkiem.

 Minął podwórko, a za furtką wąska dróżka prowadziła przez ogród i łąkę. Piotruś przystanął.

—Mama poszła pewnie za góry, za lasy. Czy wiesz, gdzie to jest? —zapytał.

Czekał, aż zajączek się odezwie, powie „tak" albo „nie". Ale on znowu kiwnął tylko głową. I znowu jedno ucho błysnęło jak słoneczne kółeczko na ścianie.

Piotruś szedł teraz przez łąkę i patrzył, jak zajączek idzie raz obok niego, raz przed nim. Nie wiedział, czy to on sam zna drogę, czy zajączek go prowadzi.

„Pewnie zajączek —pomyślał Piotruś —już on najlepiej wie, gdzie jest mama".

Za łąką rósł brzozowy lasek. A tam, gdzie lasek się kończył, pod małą brzózką siedziała właśnie mama. Siedziała na ściętym pniu, podparła brodę rękami i patrzyła przed siebie tak, jakby nic nie widziała. Każda mama, kiedy jest bardzo zmartwiona, patrzy przed siebie tak, jakby nic nie widziała.

Mucek leżał obok na trawie, z nosem na łapach. Widać i jemu było niewesoło.

—Widzisz, jest! —powiedział Piotruś głośno do zajączka.

Mucek podniósł łeb i szczeknął, a mama nie zdążyła się nawet obejrzeć —Piotruś już był przy niej, objął za szyję. Zaczął mówić prędko o wszystkim: o lusterku, o zajączku, o tym, jak zrobiło się smutno, kiedy mama poszła. Mama nic nie mogła zrozumieć. Zdjęła ręce Piotrusia ze swojej szyi. Już nie była, zmartwiona. Uśmiechnęła się.

—Sam mnie tu znalazłeś, synku? —pytała. —Taki kawał drogi?

—Nie sam, nie! Zajączek mnie przyprowadził.

—Zajączek? —dziwi się mama.

—Tak. Ten kolorowy. Przecież jest ze mną. Mama spojrzała po ziemi, po trawie...Błysnęło coś —jakieś światełko, i zaraz zgasło, jakby się schowało w kawałku lusterka, które Piotruś ściskał w ręku.

—O, wskoczył do lusterka! On w nim mieszka. Nie w żadnym kąciku.

—Jak to? Naprawdę go widziałeś? —dziwi się mama i znowu patrzy wokoło, jakby szukała zajączka.

—Przyszedł do mnie. I od razu wiedział, że tu jesteś. A jakbyś poszła naprawdę za góry, za lasy, też by mnie zaprowadził. Ale nie chodź już nigdy. Ja... Piotruś nie mówi dalej, chowa głowę pod szal mamy. I nagle wszystkim: i mamie, i Piotrusiowi, i Muckowi robi się wesoło. Mucek skacze i koniecznie chce polizać Piotrusia w nos.

Przed samym domem Piotruś zajrzał do lusterka tak, żeby mama nie widziała.

—Czy przyjdziesz jeszcze? —zapytał cicho. Ale nikt nie odpowiedział. I w lusterku nie widać było nawet koniuszka zajączkowego ucha. Tylko na brzegu lusterka mrugnęła tęcza.

—Przyjdziesz! Wiem, że przyjdziesz! —ucieszył się Piotruś.

 

 o   Spróbujcie odpowiedzieć na pytania:

 

 

·       W jaki sposób Tomek zachowywał się w stosunku do mamy?

·       Jak należy zachować się, gdy ktoś jest chory lub zmęczony?

·       Co zrobiła mama?

·       Co poradzilibyście Tomkowi?

·       Czyje postępowanie Wam się nie podobało?

·       Kto zachowywał się dobrze?

·       Kto w tym opowiadaniu odegrał ważną rolę?

·       Czy Wam zdarzyło się kiedyś być podobnym do Piotrusia?

·       Skąd zjawił się tęczowy zajączek?

 

o   Zapoznajcie dzieci ze zjawiskiem odbicia światła. Pobawcie się w doświadczenia z lusterkami. Może coś uda się Wam zaobserwować?  

 

 

„NASZA MAMA CZARODZIEJKA”

Napisała: Joanna Papuzińska

 

JAK NASZA MAMA ODCZAROWAŁA WIELKOLUDA

 

Pośrodku naszego miasta jest park. Pośrodku parku - zjeżdżalnia,

drabinki i boisko do grania w piłkę. Tam zawsze chodzimy się bawić.

Aż tu nie wiadomo skąd zjawił się kiedyś w mieście wielkolud. Od razu zajął cały park dla siebie. Na bramie wywiesił tablicę:

„Nikomu nie wolno tu wchodzić, choćby nie wiem co".

Całymi dniami wylegiwał się na trawnikach, a wszystkie dzieci musiały bawić się na ulicy. Któregoś dnia nasz najmłodszy brat rzucił piłkę tak mocno, że przeleciała przez ogrodzenie i wpadła do parku. Wielkolud złapał ją i nie chciał nam oddać. Wróciliśmy do domu z płaczem. Wtedy nasza mama wpadła w złość.

-No, nie -powiedziała - ja już dłużej tego znosić nie będę!

I poszła do parku.

Wszyscy, nawet dorośli panowie, bali się tego wielkoluda. Ale nasza mama -nie. Podeszła do niego bliziutko i zawołała:

- Nie pozwalam dokuczać małemu dziecku!

A ponieważ zobaczyła, że wielkolud ma kurtkę rozerwaną na plecach, powiedziała jeszcze:

-Taki duży, a wygląda jak obdartus! Jak panu niewstyd! Proszę zaczekać, wezmę igłę z nitką i zaszyję dziurę!

Bo naszą mamę okropnie denerwuje, kiedy ktoś jest nieporządnie ubrany. Więc posłała nas po igłę i nici, przystawiła do pleców  wielkoluda drabinę ogrodniczą i zaczęła mu cerować kurtkę. Szyła, szyła, aż nagle drabina zachybotała się i nasza mama  niechcący ukłuła wielkoluda igłą.

-O, przepraszam - powiedziała, bo wielkolud syknął.

Ale wielkolud syczał dalej. Mama zobaczyła, że przez dziurkę zrobioną igłą powietrze ucieka z niego jak z przedziurawionej opony.

Kurczył się i kurczył, a po pięciu minutach stał się zwyczajnym chłopakiem -mniej więcej takim jak ja.

- Bardzo dziękuję! - powiedział do mamy.

-Pani mnie odczarowała! Ja byłem bardzo zarozumiałym chłopcem i ciągle chodziłem nadęty. Zdawało mi się, że jestem najmądrzejszy, najpiękniejszy i najważniejszy na świecie. Od tego nadymania  robiłem się coraz większy i większy, aż w końcu stałem się wielkoludem. Z początku podobało mi się to nawet, bo byłem największy i najsilniejszy. Ale co z tego? Nikt mnie nie lubił, nikt nie chciał się ze mną bawić. Teraz wiem, że lepiej być zwyczajnym chłopcem i nie nadymać się. Mogę wrócić do domu. Do widzenia!

A tutaj jest piłeczka!

I znów w naszym mieście stało się wesoło i bezpiecznie jak zawsze. Znów mogliśmy spędzać całe dnie w parku. Ale od tej pory nasza mama boi się, żeby któreś z nas nie zamieniło się w wielkoluda.

Dlatego ma zawsze naszykowaną miseczkę z mydłem i słomką do puszczania baniek. Gdy tylko któryś z nas zacznie sobie myśleć, że jest „naj... naj... naj..." i nadymać się  -mama daje mu słomkę i mówi:

-Masz, popuszczaj sobie trochę baniek mydlanych. To ci dobrze zrobi, wydmuchasz z siebie całą zarozumiałość. Bo zdaje mi się, że jesteś za bardzo nadęty!

 

o   Zbiór opowiadań J. Papuzińskiej „Nasza mama czarodziejka”:

 

                  https://docplayer.pl/18026235-Joanna-papuzinska-nasza-mama-czarodziejka.html

 

 

W czasie wakacji serdecznie zachęcamy do założenia karty małego czytelnika w naszej najbliższej bibliotece Filia Nova w Policach. Jest tam wiele ciekawych propozycji dla naszych pociech.

 

Poniżej polecamy kilka tytułów, o które warto zapytać:

 

o   „Co to znaczy.”  Grzegorz Kasdepke

o   „ Elmer. Słoń w kratkę” David McKee

o   „ Mary Poppins” Pamela L. Travers

o   „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” Sam McBratney

o   „ Niesamowite przygody dziewięciu skarpetek” Justyna Bednarek

o   i wiele innych.

 

I kolejne – do wakacyjnej biblioteki:

 

o   „Gdy Pola się zgubi” Gabriela Rzepecka – Weiss

o   „ Dom Babci” Ross Montgomery

o   „Oskar i Albert. Absolutnie dziki wyścig” Stephan Lomp

o   „ W Robaczkowie” Katarzyna Biegańska

o   „Książka z dziurą” Harve Tullet

o   „Książka pełna dźwięków” Harve Tullet

o   „Naciśnij mnie” Harve Tullet

o    „Kłopot”, „Moc kłopotów”, „W kieszonce”  - Iwona Chmielewska:

o   „Chłopiec, kret, lis i koń” Charlie Mackesy

o   „ Bodzio i Pulpet” Grzegorz Kasdepke

 

 

 

Życzymy dzieciom i Państwu spokojnych,

bezpiecznych i przede wszystkim zdrowych wakacji !

Mamy nadzieję, że we wrześniu spotkamy się wszyscy razem,

w nowych salach, ale z tymi samymi przyjaciółmi z grupy …

Aby tak się stało, bądźmy uważni na siebie i innych!

 

Do zobaczenia - Wasze Panie 

 

 

 

Portale Edukacyjne